15 utworów od Dawida Bartkowskiego – Muzyczna Pocztówka #4

O przygotowanie swojej playlisty do czwartej odsłony Muzycznej Pocztówki poprosiłem Dawida Bartkowskiego. Możecie go kojarzyć przede wszystkim z bloga goodkid.pl (kto pamięta RAPort? Ja odwiedzałem regularnie!) i tekstów, które ukazują się w najważniejszych polskich portalach muzycznych. Ale to nie wszystko. Dawid jest też dyrektorem artystycznym Polish Hip-Hop Festival i robi tam dobrą robotę. Niezmiernie się cieszę, że zgodził się przygotować swoją playlistę, dlatego nie przedłużając – sprawdźcie co ma do powiedzenia o swojej selekcji.

Zdjęcie w nagłówku jest autorstwa 20ziko. Sprawdźcie jego profil na Instagramie.


Zanim zacznę opisywać poszczególne kawałki, na samym początku chciałbym podziękować za zaproszenie. Mam nadzieję, że nie spieprzyłem powierzonego zadania i rzeczywiście zaserwowałem prawdziwą Dostawę Dźwięku 🙂

Przechodząc jednak do rzeczy i skupiając się już tylko na muzyce,muszę się do czegoś przyznać. Miałem ułatwione zadanie. Dosłownie przed chwilą dostałem roczne podsumowanie Spotify. Dzięki temu wszystko przyszło mi łatwiej, ponieważ słuchając muzyki kilka godzin dziennie, doprawdy ciężko by było wybrać raptem kilkanaście piosenek. A tu zonk, nieoczekiwana pomoc.

Sam streaming to oczywiście nie wszystko, bo ten rządzi na słuchawkach w pracy i w drodze do niej (tylko i aż 55 tys. godzin w 2018 roku), jednak w domu i samochodzie palmę pierwszeństwa ma oczywiście płyta kompaktowa. Przynajmniej teraz, bo chwilowo winyl musiał zejść na dalszy plan przez delikatny problem z ukochanym gramofonem. W ciągu najbliższych tygodni planuję się z tym uporać i w końcu położyć igłę na „Ostanim Dniu Lata” i „Al-Hub” 🙂

Wystarczy tylko połączyć zestawienie ze szwedzkiego serwisu,popatrzeć na ostatnio słuchane kompakty i chyba mamy całość, która idealnie odzwierciedla mój gust. Taki, który jest hybrydą dwóch regularnie słuchanych przeze mnie audycji – sobotniego Gillesa Petersona w BBC6 i niedzielnego Druha Sławka, którego „Najlepszy Groove w Mieście” w Radiu Ram zawsze doskonale kończy tydzień. Zaczynamy!


Chaos in the CBD – Midnight in Peckham

Bardzo poważnie zastanawiam się, czy nie jest to mój ulubiony utwór w ogóle, jednak na razie zostawię z boku tego typu dywagacje. Niemniej „Midnight in Peckham”, dzieło nowozelandzkiego duetu urzędującego w Londynie, jest jednym z tych przykładów, jak idealnie połączyć klasyczny deep house z dęciakami. Proste, może wydawać się monotonne, ale kreujące obraz deszczowego Peckham, jak nic innego.

Kaz Bałagane – Cisza

Kaz jest jednym z tych raperów, od których sprawdzam wszystko. Zdaję sobie sprawę, że facet bardzo mocno polaryzuje środowisko słuchaczy i jestem w stanie przyjąć argumenty każdej ze stron, jednakże ja należę do ultrasów. I mimo, że „Książę Nieporządek” nie spełnił wszystkich moich oczekiwań, to i tak Bedogie tydzień w tydzień mocno nabija moje statystyki. Tutaj jeden z tych numerów, od których zaczęła się moja prawdziwa sympatia do jego twórczości – jeszcze przed narkopopowym bumem, ale ciągle z wielką pewnością siebie, doskonałym beatem i jeszcze lepszym refrenem.

Ptaki – Marek

Pamiętam, jak pewnego razu wszedłem do berlińskiego sklepu OYE Records i na ich tzw. wall of fame zobaczyłem płytę Phantoma i Jaromira wydaną przez The Very Polish Cut Outs. Cóż- ja nie mam nic więcej do dodania, bo chyba już wszyscy opisali ten doskonały numer. Potęga samplingu w rodzimym wydaniu na maksymalnie tanecznym beacie, który zawojował świat. Klasyk, dla którego Resident Advisor powinien zmienić swoją skalę oceniania.

Nick Holder – Space Traveller

Towarzysz wiosennych spacerów po Spandau. Nie będę ukrywał, ale nie jestem wielkim fanem Kanadyjczyka. Lubię go, chłop swoje miejsce na house’owej scenie ma, więc nie mamy do czynienia z byle kim. Koleś ma kilka ciekawych produkcji, ale jedna z nich jest szczególnie wybitna. Napisałbym nawet, że jedna z największych w historii. „Space Traveller”, bo o tym fantastycznym kawałku mowa, znalazł się na wydanym w 1999 roku albumie „From Within”. Nieskomplikowany, z fajnym samplem, mający niesamowity groove i feeling. Prawdziwa esencja deep house’u z lat 90 i, co ciekawe, jest to jedyny utwór na płycie, który miał też drugiego producenta, konkretnie Marcusa Turcotte’a.

Seb Wildblood – Nothing

Właśnie tak powinna wyglądać wzorowa fuzja jazzu i deep house’u. Nie no, wymiękam. Pamiętam, jak jeszcze mieszkam w Pruszkowie, to w wakacje był taki dzień, kiedy słucham tego przez kilka godzin. Od rana do wieczora.

Nightmares on Wax – Back to Nature

Jeden z najczęściej słuchanych przeze mnie numerów w tym roku. I najbardziej cieszy mnie to, że ten na maksa relaksujący utwór otwiera jedną z moich ulubionych tegorocznych płyt. Chyba nie mogłem wyobrazić sobie lepszego mikołajkowego prezentu od „Shape the Future”, więc duże pięć dla mojej kobiety, która dobrze podpowiedziała Mikołajowi i jego świcie.

MC Mell’O’ – From the Heart

Początkowo miałem tu dać „No Security” (ło, panie, ten refren!) Skepty, ale z racji tego, że nie mogłem być na warszawskim koncercie, odpuszczam. W to miejsce wrzucam jeden z największych klasyków brytyjskiej sceny. Ciekawej, ciągle niedocenionej i nieodkrytej. A szkoda, bo jest w czym przebierać i może liczby oldschoolowych wyspiarzy nie są wielkie, to jednak poszanowanie dla kultury, korzenność, eklektyzm, robota DJ-ów i wiele innych czynników, zdecydowanie do mnie trafiają. A sam MC Mell’O’?
Pionier jazz rapu, współpracownik Manu Dibango i raper, który skończył się w 1990 roku po wydaniu wielkiego „Thoughts Released (Revelation 1)”.

Open Spaces – Sunrise Paradise Garage

Chyba nigdy się tym nie chwaliłem, ale wielką miłością darzę nie tylko rieslingi, pilsy, ale i…italo house. Te włoskie, rozmarzone utwory ze złotego okresu muzyki domowej teraz wydają się być strasznym kiczem, ale ja się jaram tym brzmieniem. Już pomijam maksymalnie komercyjne (aczkolwiek też wymiatające) projekty pokroju FPI Project, bo wolę skupić się na mniej znanych rzeczach. Jedną z takich jest Open Spaces, których numer znalazł się na jednej z części GENIALNYCH składanek firmowanych przez holenderskiego DJ-a i tastemakera Young Marco. A tak swoją drogą, to żeby zostać w temacie, polecam sprawdzić kolesia o ksywce Deep88 – Włoch, który na co dzień mieszka w Berlinie i cały czas tworzy w tym klimacie. Udanie!

JWP/BC – Warzone

Nie chce już mi się za bardzo sprawdzać tych wszystkich współczesnych boom bapowych projektów. Zbyt często są robione na jedno kopyto, MC’s o charyzmie mogli co najwyżej sobie poczytać, a opowieści o podróżach pociągiem raczej już mnie nie interesują. Z przyzwoitości nie wspomnę już o doborze tych samym sampli… Ile można?! Na szczęście są też JWP/BC, którzy nigdy mnie nie zawiedli – z „Warzone” usunąłbym tylko raperkę Mecca Star, a Siódmemu zasugerował, żeby naprawdę mocno skupił się na produkcji, bo czuć potencjał.

Ultamagnetic MC’s – Travelling at the Speed of Thought (Remix)

Odnoszę wrażenie, że wszyscy wokół wychwalają Kool Keitha i ekipę, stawiają pomniki „Critical Beatdown”, a jak przychodzi co do czego, to nagle całe Ultramagnetic MC’s idzie w zapomnienie. Nie wiem, może się mylę, ale ja nie wyobrażam sobie tygodnia bez „Travelling at the Speed of Thought” – absolutnie genialnego numeru, który jest esencją stylu „pionierów undergroundowego rapu”. Ponadczasowe, niepobite do tej pory, moje top 3 w dziejach rapu i rzecz, której ciągle brakuje mi na półce… Wstyd.

Noel Gallagher’s High Flying Birds – Dead in the Water

Od lat interesuję się kulturą casual, jeszcze dłużej lubię Blur, Suede i oczywiście Oasis. Britpop to też mój konik, chociaż ostatnio rzadziej spotykany na playlistach i w samochodzie, ale zawsze wracam z chęcią. Zeszłoroczny album Noela, „Who Built the Moon?”, nie powalał – jest na trackliście kilka fajnych piosenek, ale zmiany ostatecznie chyba nie wyszły na dobre. Jeśli jednak ktoś ma zamiar płytę kupić, to polecam zainteresować się szczególnie wielkim bonusem, czyli „Dead in the Water”, który został nagrany w RTE 2FM Studios w Dublinie. Cudowne nawiązanie do najlepszych lat. Trochę płaczliwe, ale jakże emocjonujące. Prawie jak „Talk Tonight”, a to już naprawdę dużo.

Paul Kalkbrenner – Azure

Nigdy nie byłem fanem techno, jednak na moich półkach kilka takich płyt można znaleźć. Nie wielbię też Kalkbrennera, ale jego „Berling Calling” mogę słuchać bez skipowania, chociaż zawsze na dłużej zatrzymuję się przy „Azure”. Nie polecam słuchać tego podczas jazdy autostradą – noga staje się trochę cięższa, auto pożera więcej paliwa i robi się zbyt niebezpiecznie. Jeden z najbardziej romantycznych kawałków, które opisują Berlin. Mój, czyli ten, do którego z chęcią wracam.

Prince – The Word

Piękna, warszawska złota jesień, koncert Samphy i ta kompozycja Prince’a. Zdecydowanie jeden z najważniejszych utworów w moim życiu, bo to właśnie on otwierał pewną listopadową audycję Hirka Wrony „Soul Muzyka Duszy”, w której debiutowałem na antenie Trójki. Zbiegło się to też z premierą ostatniej płyty A Tribe Called Quest – „We Got it from Here…Thank You 4 Your Service” – więc było to kombo idealne.

Jazz Liberatorz – Clin D’oeil

Rap i jazz. Najbardziej szlachetne połączenie w hip-hopie. Ostatnią taką płytą, która totalnie powaliła mnie na łopatki było „Clin D’oeil” francuskich DJ-ów i producentów skrywających się pod szyldem Jazz Liberatorz. Czysty underground, często błagający o wyższe świadczenia emerytalne (Sadat X, Fat Lip, Asheru), ale przynajmniej pełen klasy, mądrości i (nie)zwykłego piękna. Europejski klasyk.

Auntie Flo – Nobody Said It Would Be Easy

Najświeższe odkrycie. Płyta „Radio Highlife” na rynku pojawiła się w październiku, nakładem Brownswood Recordings, ale dopiero w grudniu, i to bardziej od niechcenia, sprawdziłem, co przygotował producent z Glasgow. Zaskoczenie totalne! Momentami doskonała hybryda house’u, pełnego tropików i klasycznego, głębokiego feelingu, z ukłonem w stronę world music. Już po pierwszym odsłuchu zapisałem na liście płyt, które muszę zakupić w najbliższym czasie.


Dawid, zdecydowanie nie spieprzyłeś powierzonego zadania! To najdłuższa jak dotąd Muzyczna Pocztówka. Co więcej, nie znałem większości z poleconych tutaj utworów, a to dobrze. Cichym zamiarem tej serii było poszerzanie horyzontów muzycznych czytelników Dostawy Dźwięku (a przy okazji moich). Zadanie zrealizowane w 100%.

Jak zwykle sprawdźcie koniecznie playlistę na Spotify. Niestety nie wszystkie wymienione tu utwory są dostępne w tym serwisie streamingowym. Ptaki i MC Mel’O’ są nieobecni, ale w ramach rekompensaty usłyszycie ich w 13. odcinku audycji Dostawa Dźwięku. Audycja do posłuchania pod playerem z playlistą.

Chcesz więcej?

Dodaj komentarz