13 utworów od Radka Miszczaka – Muzyczna Pocztówka #1

Muzyczna Pocztówka to nowa seria, która będzie się ukazywała cyklicznie na Dostawie Dźwięku. Pomysł był taki, aby odezwać się do ludzi, którzy w dużym stopniu wpłynęli na mój gust muzyczny i poprosić ich, aby przygotowali listę utworów, które w ostatnim czasie najczęściej goszczą w ich głośnikach.

Nie musiałem się długo zastanawiać nad pierwszą osobą do której chciałbym się w tej sprawie odezwać, dlatego tym bardziej cieszę się, że zgodził się wziąć w tym udział.

Radek Miszczak wpłynął na mój gust muzyczny na kilku płaszczyznach. Przede wszystkim za sprawą dwóch książek których był współautorem. „Beaty, rymy, życie. Leksykon muzyki Hip-Hop” pozwolił mi zagłębić się w świat Hip-Hopu, pomógł usystematyzować to co do tej pory wiedziałem na temat tej muzyki i sprawił, że zapragnąłem kopać głębiej i dowiadywać się jeszcze więcej. To samo, z muzyką R&B i Soul zrobiła dla mnie parę lat później książka „Dusza, Rytm, Ciało”.

Ponadto Radek jest też polskim promotorem festiwalu Hip Hop Kemp odbywającego się corocznie w czeskim Hradec Králové. Festiwalu, który odwiedziłem sześć razy z rzędu. Festiwalu, który pozwolił mi zobaczyć dziesiątki koncertów artystów ze Stanów w czasach gdy wielkie europejskie trasy tych artystów zwykle omijały Polskę. Festiwalu, który dostarczył mi masę niezapomnianych przygód.

Dlatego, tak jak już wspominałem, bardzo się cieszę, że to właśnie Radek przygotował pierwszą Muzyczną Pocztówkę.

Sprawdźcie poniżej co gości w głośnikach Radka Miszczaka najczęściej, a gwarantuję, że będzie to dla Was fascynująca podróż po brzmieniach, bez względu na gatunki muzyczne. Let’s go!

1. The Midnight Hour – Questions (ft. Cee-Lo Green)

Na wieść o tym, że Adrian Younge i Ali Shaheed Muhammad nagrywają wspólny projekt, wszystko na analogowych instrumentach, oszalałem z radości – takie rzeczy tylko w snach! Później zobaczyłem listę gości (m.in. Bilal, Raphael Saadiq, Questlove, Laetitia Sadier) i już zupełnie zwątpiłem, czy to tak na serio, bo wygląda jak fatamorgana. “Questions” to pierwszy numer, jaki usłyszałem z tego materiału. Bardzo się cieszę, że owoc ich wspólnych prac z Cee-Lo dostał należytą ekspozycję, gdyż jego dotychczasowa odsłona – “Untitled 06” na płycie z odrzutami Kendricka Lamara, absolutnie nie wykorzystała potencjału tej kompozycji. CeeLo znowu jak śpiewa!

2. Parliament, Scarface – I’m Gonna Make U Sick O’me

Kolejna wiadomość, którą można sobie tylko wyśnić – Parliament wraca z nowym LP po prawie 4 dekadach. Cóż, chyba żyjemy w czasach, że już serio nic nie powinno zaskakiwać 🙂 Tym bardziej warto docenić, że pionierzy są cały czas w formie, nieodstającej od ich złotych czasów! Dodatkowy plus za wygrzebanie trochę z zapomnienia legendy rapowego Południa Scarface’a. Pape George i ekipa niech żyją i koncertują jak najdłużej!

3. Quantic, Los Miticos Del Ritmo – Hotline Bling

To jeden z tych numerów, po których pierwszym odsłuchu włączam repeat i mogę go katować do, poetycko mówiąc, usranej śmierci. I nie ma słuchania żadnych racjonalnych przesłanek, że to niezbyt mądre etc – uzależnia od pierwszego zażycia! Nikt tak nie umie w latino jak Quantic, no nikt!

4. Kanye West – All Mine

Pierwsze 3 płyty Kany’ego, a także “My Beautiful Dark Twisted Fantasy”, to jedne z najczęściej słuchanych przeze mnie albumów z “nowożytnym rapem”, zwłaszcza mainstreamowym. Mam do nich spory sentyment i nawet często wracam, co należy uznać za spore wyróżnienie w dobie permanentnego zalewu nowymi premierami. Więc wieść o powrocie “old Kanye” co najmniej mnie zaciekawiła, by kilka razy odsłuchać “ye”. “All Mine” ma największą, wręcz hipnotyczną moc z tego materiału, wobec którego mam spore wątpliwości, czy dawać mu dalsze szanse na oswajanie się 🙂

5. Rhye – Song for You

11.06. w warszawskiej Progresji byłem na koncercie Rhye i jego zakończenie z “Song for You” było jednym z najbardziej wręcz mistycznych momentów, jakich przeżyłem podczas oglądania przeżywania występu na żywo. Powrót do wersji studyjnej to namiastka wrażeń, które wygenerował live, ale sam numer w sobie, z resztą jak wszystkie Rhye, jest wystarczająco PIĘKNY, by służył jako gwarant wprowadzenia w udany nastrój.

6. Maxwell – We Never Saw It Coming

Hasło “Nowy Maxwell” to nie przelewki, którymi można szastać. Cóż, podobnie jest z D’Angelo, Lauryn Hill, Eryką Badu, Q-Tipem… – być może tuzy neosoulu potrzebują więcej czasu, by dopieszczać swoje dzieła. Tym bardziej warto celebrować ich premierę! A propos D’Angelo, wybieram się za miesiąc na North Sea Jazz Festival do Rotterdamu, którego D’ miał być headlinerem. Odwołanie tego koncertu złamało mi serce, ale ogłoszenie “zastępstwa” (!!!) w postaci Maxwella to jak złapanie dodatkowych płuc, którymi od tego czasu oddycham! Tym bardziej jaram się nowymi numerami.

7. Chaka Khan – Like Sugar

A propos North Sea Jazz, jednym z najjaśniejszych punktów w moim lineupie festiwalu będzie występ Chaki z kapitalną The Metropole Orkest. Dyskografii mojej soulowej ulubienicy nie muszę sobie odświeżać, ale uzupełnienie jej o nowe numery to jakże przyjemna niespodzianka przed koncertem! A płynie jeszcze przecież to!

8. Childish Gambino – This Is America

Kolejny earworm, wjedzie i wyjść nie może. Jestem zachwycony, że nagrania na tym poziomie – muzycznie, tekstowo, realizacyjnie, aranżacyjnie – mogą zagrzać miejsce w mainstreamie. Donald Glover to dla mnie kontynuator w tych kwestiach najlepszych tradycji OutKast i wierzę, że jeszcze wiele dobrego zrobi w odplastikowieniu głównego nurtu!

9. Alabaster Deplume – Is It enough

Trochę z innej bajki, niż zazwyczaj oglądam heh, ale ma w sobie to COŚ, co nakazuje do niego wracać. Wyobrażam sobie, że na żywo w kameralnym klubie, może być nawet zadymionym, to musi być już totalny odlot!

10. Fatima – Caught in a Lie

Każde nowe nagranie Fatimy wjeżdża u mnie na playlistę z urzędu – to w sumie jedyne podejście oparte na zdrowym rozsądku, jakim można potraktować tę fenomenalną Szwedkę! Nieśmiało liczę, że debiut pod skrzydłami Blue Note Records pozwoli jej zachować oryginalną tożsamość, którą urzekła mnie i wieeeelu innych na chociażby “Yellow Memories”.

11. Kali Uchis, BIA – Miami

Kali Uchis to moja #1 na wakacyjnej playliście. W sumie mógłbym tu wrzucić dowolny numer z “Isolation”, gdyż to najczęściej słuchana przeze mnie nowa produkcja w tym roku. Wybrałem “Miami” z racji na jego nawarstwiającą się z każdą sekundą energię – numer może i brzmieć senny, ale tkwi w nim coś potężnego. Może marzenia o Majami 😉

12. Fisz Emade Tworzywo – Biegnij Dalej Sam

Najstarszy rocznikowo numer z wytypowanej tutaj playlisty, ale dla mnie jeden z najmłodszych, gdyż usłyszałem go pierwszy raz dopiero …. tydzień temu. Po liczbach wyświetleń i streamów wnioskuję, że musi to być hit, więc się za bardzo zmóżdżał nad nim nie będę. Dobrze było wrócić do Fisza, który gościł u mnie na playliście przede wszystkim w czasach “Polepionych dźwięków”, więc trochę minęło! Właściwy przekaz na te cudowne czasy.

13. Nelly Furtado – Shit on the Radio (Remember the Days)

Byłem niedawno na fantastycznej wycieczce rowerowej po Słowenii. Wrzuciłem na playlistę kilka sentymentalnych staroci, i ten kawałek z debiutu Nelly był zaaajebistym dopalaczem przy ostrych podjazdach. Coś było w tym r&b z early 2000’s, że tak często się do niego nawiązuje! Szkoda kariery Nelly, że poszła w asłuchalnym kierunku, gdyż te początki bronią się nawet po latach. Teraz gra faktyczny shit, którego puszczać nie chce nawet rejdio.

To już wszystkie kawałki wybrane przez Radka. Przychodzi Wam teraz na myśl playlista zawierająca te 13 utworów? I got you on this one! Gotowa playlista poniżej. Bierzcie i słuchajcie tego wszyscy 🙂

Chcesz więcej?

Dodaj komentarz