10 koncertów Openera 2018, o których warto wspomnieć

Gdy ogłoszono Gorillaz, Bruno Marsa i Depeche Mode, od razu wiedziałem, że muszę się pojawić na tegorocznej edycji Openera. Nie zawiodłem się, a oprócz tych trzech wcześniej wymienionych festiwal w Gdyni dostarczył mi jeszcze wielu innych muzycznych doznań. Więcej o nich przeczytacie w tym poście.

10. Progres Rosalie.

Pierwsze o czym trzeba wspomnieć w kontekście tego koncertu to W I E L K I progres jaki zaliczyła Rosalie. Jej pierwszy koncert widziałem w poznańskim Labie, jeszcze przed wydaniem albumu Flashback. Drugi raz poszedłem na jej koncert (znów w Poznaniu) do klubu Tama. Jest to dość duży klub, a koncert odbywał się już po wydaniu płyty Flashback. Przyszło dużo ludzi, a Rosalie. wydawała się być tym faktem nieco onieśmielona na początku, nabierając pewności w miarę upływu koncertu. Podczas Openera, widziałem ją na żywo po raz trzeci. Tym razem od samego początku wyszła na pewniaka i czuła się na scenie jak ryba w wodzie. Powiększył się jej też skład koncertowy, doszła perkusja i chórki. Dlatego mimo, że widziałem ją już trzy razy, to chętnie zobaczę i czwarty. Tym bardziej, że w nadchodzący weekend znów gra w Poznaniu.

Acha, zapomniałbym dodać, że nawet Główna Scena, na którą wyszła gościnnie do Rasmentalism, jej nie przerosła. Śmiało można zakładać wydarzenie „Rosalie. na Scenę Główną Opener 2019” na Facebooku.

9. Kocie ruchy Kali Uchis

Z kolei koncert Kali Uchis był dla mnie rozczarowaniem. Spodziewałem się koncertu, który dorówna jakościowo temu co słyszymy na płycie tej wokalistki. Niestety wyszło na to, że Kali postanowiła skupić się na ruszaniu biodrami, a nie śpiewaniu i „wyciąganiu” wszystkiego jak należy. Szkoda.

8. Vince Staples jednak nie taki zabawny

Co do tego koncertu mam mieszane uczucia. Z jednej strony bawiłem się naprawdę dobrze, bo jestem fanem Vince’a i znam wszystkie utwory. Z drugiej strony czegoś mi brakowało. Kontakt z publiką był raczej miałki i ograniczony do standardowych formułek (poza zejściem do publiki na koniec koncertu). Staples jest zabawnym gościem, z bardzo specyficznym poczuciem humoru i liczyłem, że trochę tego uświadczymy między utworami. Niestety nic z tego. Raper odbębnił swoje i poszedł. Ot, zwykły rapowy koncert.

7. Raperzy młodego pokolenia

Tutaj w zasadzie mówię o dwóch koncertach i mam tu na myśli Migos i Young Thuga, bo na koncercie Post Malone nie byłem. Nie jestem ich fanem, poszedłem z ciekawości i naszła mnie taka myśl. Te koncerty w zasadzie nie różnią się wiele od koncertów większości raperów starej daty. Młodzi używają już innych zwrotów i zmieniło się brzmienie, ale główny schemat prowadzenia koncertu pozostał taki sam. Nie wymaga się od nich wiele, a sami też nie będą sobie utrudniać drogi po łatwe pieniądze. W efektcie dostajemy nudny koncert. Może się podobać dzieciakom, które nie mają wygórowanych oczekiwań odnośnie koncertów. Może się podobać, gdy byłeś na kilku rapowych koncertach, bo gdy rapowe koncerty na jakich byłeś możesz liczyć w dziesiątkach to tak jak mówiłem, będzie to po prostu nudne.

6. Tłumy na TACONAFIDE

Po latach słuchania rapu, miło było zobaczyć takie tłumy na koncercie polskich raperów. Koncert pod względem liczebności nie ustępował zagranicznym headlinerom. Chłopaki dali radę, choć śpiewanie sto lat dla Quebonafide wyszło mega festynowo.

5. Dawid Podsiadło wraca w formie

Był jeden moment, w którym Podsiadło zburzył dynamikę koncertu i nie ma co ukrywać, po prostu zamulił. Poza tym był to świetny koncert. Dawid żartował między kawałkami, przez co w pewnym momencie zapomniał nawet tekstu do „Trójkąty i kwadraty”. Dostaliśmy przedpremierowo utwór z nowej płyty, o roboczym tytule „Ballada”. Natomiast stare piosenki zostały zagrane w nowych aranżacjach. Ja wychodzę z założenia, że gdybym chciał żeby kawałek brzmiał tak jak na płycie, to bym sobie puścił płytę, a nie szedł na koncert, dlatego bardzo lubię takie zabiegi.

4. Depeche Mode zgodnie z oczekiwaniami

Tutaj nie ma się co rozwodzić. Spodziewałem się dobrego koncertu, dostałem świetny koncert i chętnie poszedł bym jeszcze raz. Depeszem nie jestem, ale lubię. Zaskoczyło mnie tylko, że nie zagrali „Where’s the Revolution?”, singla z najnowszej płyty.

3. Ludzka twarz Gorillaz

Teraz po koncercie, gdy słucham sobie utworów Gorillaz, w głowie zamiast animowanych postaci z teledysków mam twarz Damona Albarna. Gorillaz to też w dużej mierze goście i zastanawiałem się jak to będzie rozwiązane na koncercie. Okazało się, że wielu z nich przyjechało razem z zespołem, a Ci, którzy byli nieobecni pojawili się na telebimie. Kolejny z elementów koncertowego bucket list odhaczony.

2. Szaleństwo Young Fathers

Największe zaskoczenie i odkrycie tegorocznego Openera. Young Fathers przed festiwalem nie znałem praktycznie w ogóle. Sprawdziłem tylko parę singli i zdecydowałem, że wybiorę się na koncert. To co zobaczyłem w namiocie Alter Stage przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Wyszło trzech niepozornie wyglądających gości i zrobili totalny rozpierdol! Wybaczcie taki dobór słów, ale inaczej tego nie można nazwać. W marcu grają przed koncertem Florence + the Machine w łódzkiej Atlas Arenie. Polecam kupić bilety.

1. Perfekcyjny Bruno Mars

Nie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystko zagrało jak należy. Bruno tańczył, śpiewał i grał, a do tego wiedział jak połechtać polską publiczność. Członkowie zespołu nie ustępowali mu na krok, a trzeba przyznać, że są równie utalentowani co frontman. Mars z kolei dawał im błyszczeć. Znalazło się miejsce na melancholię, ale przede wszystkim, już od pierwszych taktów królował FUNK! Najlepszy koncert jaki w życiu widziałem.

Poopenerowa playlista

Żeby podtrzymać Openerowy vibe przygotowałem playlistę złożoną z utworów artystów, którzy zrobili na mnie największe wrażenie na tym festiwalu (czyli tych wymienionych powyżej). Posłuchajcie sami na Spotify, żeby utrzymać tegorocznego Openera (chociaż w głośnikach) jak najdłużej i do zobaczenia za rok.

Chcesz więcej?

Dodaj komentarz