13 utworów od Szymona EsDwa Kubasa – Muzyczna Pocztówka #3

W trzeciej odsłonie Muzycznej Pocztówki swoją playlistę przygotował Szymon EsDwa Kubas. Na twórczość EsDwa trawiłem chyba przez Te-Trisa. Najpierw jakieś pojedyncze numery Wiesz O Co Chodzi, później projekt Nic Nowego z Pogzem. Wbrew temu jak nazywała się ta płyta, było to dla mnie coś mega świeżego na polskim rapowym podwórku w tamtych czasach. Był to rok 2006. więc pewnie „gimby nie znajo”. Ale jeśli nie znają to niech koniecznie sobie odkopią. Zdecydowanie warto, bo ta płyta naszpikowana jest patentami i odniesieniami. Ci, którzy słyszeli wiedzą o czym mówię.

Ta fascynacja podlaskim rapem w jakiś sposób doprowadziła mnie do audycji HiphOpera. Audycji, która w znaczący sposób wpłynęła na mój gust muzyczny. Co poniedziałek o 23:00, przez trzy godziny słuchałem numerów serwowanych przez EsDwa, Roballa i Franza. Ta trójka prowadzących była dla mnie jak starsi kumple. Puszczali to czego sami słuchali i opowiadali o tym. A ja to chłonąłem.

Dlatego bardzo się cieszę, że kolejną playlistę z cyklu Muzyczna Pocztówka przygotował właśnie Szymon. Jeżeli jakieś brzmienie na niej dominuje to jest to funk – w różnej postaci. Nie przedłużając – sprawdźcie sami 13 utworów wybranych przez Szymona EsDwa Kubasa.


Kidaf, Shuko – Full Leap

Ot, boom bap, który przeszedłby gdzieś bokiem, zupełnie nie zauważony, gdybym nie śledził wszystkiego co wychodzi spod ręki Shuko. Nie jest to nagranie odkrywcze, czy nowatorskie – wręcz przeciwnie. Sampel kojarzący mi się z „Doin’ It” LL Cool J’a, gęsta nawijka, klasyczny cut ze Stetsasonic („Go Brooklyn!” – także użyty w przytoczonym klasyku), brzmienie – to wszystko naraz poruszyło we mnie odpowiednią strunę i słuchałem „Full Leap” przez jakiś czas na repeacie. Polecam sprawdzić, może jeszcze ktoś się uzależni na parę chwil. Albo dni.

The Devil Makes Three – Tow

Chciałem napisać, że kilka lat temu nie podejrzewałbym siebie o słuchanie blue grass, czy country w żadnej formie – ale wychodzi na to, że Devil Makes Three słucham już od… dobrych paru lat. Trafiłem na to trio przy okazji fascynacji Southern Gothic. I to Southern Gothic nie jako gatunek muzyczny, ale bardziej… nurt kulturowy? Mam nadzieję, że to właściwe określenie.
Absolutnie nie jest tak, że trafia do mnie cała twórczość Devil Makes Three, ale kilka piosenek uznaję za wybitne (weźmy też np. takie „Old Number Seven” – najlepsza piosenka do picia whisky ever). W „Tow” mamy melodię, głos i niebanalny, świetnie napisany tekst z którym się utożsamiam. Wszystko się zgadza i zazębia.

Parliament – I’m Gon Make U Sick O’Me ft. Scarface

Parliament wrócił, ale pomny 3 płytowego albumu siostrzanego Funkadelic z 2014. wolałem nie oczekiwać po tym powrocie zbyt wiele. Na szczęście jest duuużo lepiej niż w tamtym przypadku. No i mamy prawdziwą bombkę w postaci tegoż singla. Klip co prawda marny, ale dziadek George dawno jest już poza mainstreamem i budżety jakimi dysponował w latach 70tych na wizualizacje swojej twórczości (mam na myśli głównie koncerty live) dawno się wyczerpały. Groove na szczęście pozostał.

B. Bravo – Freak It ft. Trailer Limon

Album „Paradise” jest niesamowicie równy i polecam słuchać w całości. Jeśli jednak mam coś z niego wybrać – niech będzie to „Freak It”. Monster Funk, Synth-funk, P-funk, G-funk, Nu Funk? Zwał jak zwał. Wiem, że lato już za nami, ale dzięki takim wydawnictwom można złapać trochę kalifornijskiego ciepła o każdej porze roku.

Maanam – Kreon

Po śmierci Kory wszyscy i zewsząd zaczęli atakować swoimi ulubionymi numerami Maanamu. Udostępniony przez kogoś znajomego na facebookowym wallu „Kreon” powrócił w ten sposób do mnie po prawie 30-tu latach – ostatnio słyszałem go pewnie w ciężkich 80tych, kiedy ich płyty (takie duże, czarne) katowała moja mama. Dziwne tylko, że przy dość częstych coverach i używaniu sampli z twórczości grupy nikt (?) nie sięgnął po „Kreona”, wydaje mi się być idealnym materiałem do pocięcia. Klimat nożem można kroić.

Jamie Lidell – Big Love (Lorenz Rhode Remix)

Świetny remix – bębny i bas wyciągnięte na pierwszy plan, ale bez nachalnej łupanki – do tego nie przekombinowane. Z soczystego electro funku zrobił się dodatkowo klubowy bang, który puszczam na imprezach, kiedy tylko nadarzy się odpowiednia sposobność. Mimo, że nie jest to rzecz wybitnie znana – nie pustoszy klubowego parkietu. W domu natomiast polecam do poprawy nastroju, potrafi naładować bateryjki na parę dobrych chwil.

PRO8L3M – Byłem Tam

W okolicach „Art Brut” połowa znajomych „zachorowała” na PRO8L3M na tyle, że zaczęła porozumiewać się w dużej mierze cytatami z tekstów Oskara. Do mnie akurat nie koniecznie to trafiło – przynajmniej nie na tyle, żeby słuchać sobie spontanicznie w domu. Dopiero na „Ground Zero” znalazłem coś dla siebie, coś z czym mogę się utożsamić – bo większość historii opowiadanych na płytach PRO8L3MU to zupełnie nie mój świat. Jednak ten follow up do kawałka Vienia i Pelego to także mój brud.

Jedi Mind Tricks – God Forsaken

Od kiedy Jedi Mind tworzą już tylko Vinnie Paz i Stoupe wolę solowe płyty tego pierwszego – są przede wszystkim bardziej zróżnicowane muzycznie. Nie znaczy to, że Stoupe jest ułomny. Przy „God Forsaken” pokazuje, że nowofalowe podziały rytmiczne można „przetłumaczyć” na bardziej klasyczny, samplowany bit, gdzie bębny walą jak trzeba. A Vinnie? Już od paru lat skutecznie udowadnia, że potrafi zagęścić rymy i nawinąć bez cięć w podwójnym tempie. Kiedyś wydawało się, że takie umiejętności na zawsze pozostaną poza jego zasięgiem. Głos, charyzma, punche – to akurat wiadomka.

Anomalie – Velours

Niesamowicie utalentowany klawiszowiec francuskiej prowieniencji. Jazzowe (nu jazzowe?), przestrzenne brzmienie, groove często w stylu J Dilli, wszechobecne syntezatory. Świeże brzmienie i swing, ale jakże klasyczne granie na 88 klawiszach. Polecam sprawdzić wykonania jego rzeczy live, na youtubie.

The Pendletones – Gotta Get Out

A właściwie to “Gotta Get Out”, lub “Funk Forever” z tego roku. Nie mogłem się zdecydować. Ciepły, czillowy, bujający synth funk. Do kolacji, to tańca, na ryby i na grzyby.

Papa Mali – Walk on Guilded Splinters

Klasyk Dr. Johna z ‘68mego coverowano wiele razy. I na wiele sposobów. Oto jeden z nich – dziesięciominutowa, onirystyczna podróż na nowoorleańskie bagna. Jest zombifikacja, gris-gris, voodoo, wspominana postać Marie Laveau. Wszystko dalekie od klarownych, studyjnych warunków, a jednocześnie (i można powiedzieć – paradoskalnie) świetnie zmiksowane. Klip tylko taki, że może lepiej nie oglądać 😉

Just Loud – Soul Train ft. Debbie Harry of Blondie

Lenny Kravitz spotyka Prince’a. Funk-rockowy bang, nie uciekający od popu. Ma prawo się nie podobać jako zbyt oczywisty – ale ja haczyk połknąłem. Bardzo bym sobie życzył, żeby radia podłapywały takie hity – energia na imprezach mogłaby trochę podskoczyć, jeśli ludzie by to to kojarzyli. Świetnie miksuje się z „The Seed 2.0” Rootsów.

Atmosphere – Jerome

Smutny rap dla 35cio latków. Wiadomo.


To by było na tyle. Wszystkie wspomniane powyżej utwory zostały zebrane w jedną playlistę na Spotify. Check it!

Chcesz więcej?

  • Posłuchaj audycji HiphOpera, o której mówię we wstępie tego wpisu. Nowe odcinki już się niestety nie ukażą, jednak na Mixcloud znajdziecie bogaty zbiór odcinków archiwalnych.

Dodaj komentarz